...i są takie dni, jak ten miniony...
...kiedy spodziewane staje się pewnym...
...kiedy marszałek wydaje z siebie diaboliczny śmiech triumfalnie wznosząc klucze do sali, jak zdobyczną flagę wroga na wojnie...
...i kiedy okazuje się, że w Czarciej Łapie najbardziej czarci ^^ jest tylko kelner...
...można go zalać czarną kawą wedle uznania...
...reszta to jakieś bękarty...
Niektórzy mężczyźni (nie mylić z facetami bo to dla mnie wyższy gatunek) wypowiadają wielkie słowa. Tylko po to, by za chwilę udowodnić Nam, że najciemniej jest pod latarnią. I tak patrząc zastanawiam się, w czym jest więcej perfidii i sprytu. W sztuce ukrywania czy ukazywania światu pod inną nazwą.
I wielka cisza po wielkich słowach. Jakby obumarła kolejna komórka. Coraz większa obojętność. Przesadzona, ale wyuczona.
Potrafimy pięknie gadać, nie umiemy żyć...
Czyli pieprzenie kotka za pomocą młotka.
W sumie nie wiem, o czym chcę powiedzieć. Ta notka zdecydowanie będzie jednym, wielkim chaosem z przeplatającymi się wątkami. Jeśli chcecie jakiegoś tematu przewodniego, to chyba go nie znajdziecie.
Doszłam do fazy, gdzie nic mi się nie śni. Nie ma kiedy. Jak już zasypiam to od razu na kamień a budzę się na pstryknięcie palcami przy radosnym "Ooobudź się! Rozkołysz swoje ciało! Ooobudź się! To całkiem prosta sprawa!" ["Luzik" BACKBEAT]. Ale ta sprawa wcale nie jest taka prosta, jak mogłoby się wydawać. Pracoholizm i nagromadzenie różnych dziwnych problemów, które wpędzają mnie w jeszcze większy pracoholizm, doprowadziły do tego, że po 3-4h snu ledwo otwieram powieki. Jeszcze niedawno wyskoczyłabym z łóżka jak sprężynka. Niestety, nastąpiło przeciążenie systemu i organizm odmawia współpracy.
Jeśli o współpracy mowa. Ciekawie się pracuje, kiedy każdy poprawia Cię na swój sposób i każdy jest dobry bo jest jego. To tak na marginesie tylko.
Na marginesie bo tak naprawdę pracuje się genialnie. Mimo wielu godzin, bez większego zmęczenia. Kiedy żadna godzina nie jest za wczesna ani za późna, kiedy "wstajesz" z człowiekiem, który budzi Cię lepiej niż kawa a "wychodzisz" z człowiekiem, który... no cóż... jest w Twoim typie.
Szczegóły, nie do opisania. Bo nie chcę ich opisywać.
Trzy dni w Poznaniu naładowały mnie na moment. Pobyt świetny, aczkolwiek za krótki. Obowiązki... Co począć. Piwo celtyckie i zapach czekolady. Jezioro w środku lasu. Fajki z Che.
I bieżący kontakt między Lublinem a Lyonem. Odliczanie, które -mam nadzieję- szybko dobije do zera. Przy tym tempie życia ma duże szanse.
Nie wiem, kiedy minął mi rok, wczoraj dosłownie zaskoczyła mnie sesja. Jutro wyniki konkursu, za chwilę ogłoszenie w Ratuszu. Jeszcze pomiędzy wystawa znajomej. A ja do swojej nie mogę się zebrać od dwóch lat choć cały czas chodzi mi po głowie a i propozycja się ponawia.
Dziś natomiast uciekł mi dzień. Cały czas zapisywałam dźwięki z datą 9 maj przekonana o słuszności tego poczynania. Dobrze, że chociaż wybierałam folder "czwartek". Dopiero Rockman zwrócił mi uwagę, że "jest już jutro".
Mój służbowy dzień zaczął się w ogóle od tego, że byłam świadkiem wypadku. Chyba po raz pierwszy w życiu, przed moim nosem, zderzyły się dwa samochody. Perfidnie się zderzyły. Winowajca rozbił tylko zderzak, ofiara niestety straciła cały bok. Do tej pory nie mogę wyjść z podziwu, że wyszedł z tego cało bo wg wszelkich prawideł nie powinien.
O czym to ja jeszcze? Ciekawostka. >Książka też może podróżować<. Jeśli chodzi o Lublin, to mają też swój punkt adopcyjny. Przy bibliotece Łopacińskiego znajduje się regał, na którym można zostawić książkę, której się nie chce lub poszukać takiej, która może Nas zainteresować.
I to już wszystko, mój drogi, pisanina bez motywu, ale czasem trzeba się wygadać, nawet tak, by nikt nie zrozumiał. Pan poseł został magistrem a ułani żyją i przybyli mi pod okienko. Tymczasem żegnam się do następnej notki, już zapewne takiej jak zwykle, uśmiechając się do SMSa sprzed kilku dni przypominającego mi o tym, że pewne rzeczy nigdy się nie kończą.
"Bloga nie prowadzę a Ty się napatoczyłaś ;)"
W mojej głowie od poranka...
>to<
Jak pogodzić rozdwojone jaźnie? Dwie rzeczy, które kompletnie się w Nas wykluczają a jednak współistnieją? Choć jedna przeszkadza drugiej żyć w pełni? Jak wypchnąć jedną w kąt, by była tylko szeptem z tyłu głowy? A nie panoszącą się po całym ciele królową, z którą nikt nie ma prawa rywalizować?
Rok i dwa dni...
Pięć miesięcy i jedenaście dni...
Miesiąc i pięć dni...
Jeszcze miesiąc i dziewiętnaście dni...
Są takie drogi, które rankiem wymierają. można jechać długie kilometry nie widząc nawet pół samochodu na trasie. Przypomina się motyw tułaczki. Jesteś wędrowcem, poszukiwaczem własnego ja... Za grasującą złotawą vectrą rozpoczyna się podróż w stronę wstającego słońca.
Kim wtedy jesteśmy w pustym samochodzie pędzącym do domu?
A o 22ej Lublin zasypia na ławkach a po zakurzonych chodnikach pijacko zatacza się śmiech...
Czy ktoś mi powie, czy ta droga długa jest? Czy ma w ogóle jakiś kres?
Budzenie mnie codziennie o 5ej rano jest zbrodnią
Musi być na to jakiś paragraf...
pogodzić rozdwojone jaźnie
"Miłość, gdy pewna jest wzajemności, jest słodka i błoga. Jak przyjemnie jest po prostu być obok kochanej i kochającej osoby. (...)
Miłość niepewna wzajemności podszyta jest strachem. (...) Nie chodzi tu o to, czy partner naprawdę jest zimny i okrutny, ale o niepewność, czy Cię kocha, czy tylko Cię toleruje obok siebie, bo miło być kochanym, bo dobrze jest mieć kogoś, kto będzie wspierał."
autor zapomniany
Znalezione, gdzieś na kartce... obok SMSa z lipca 2006 roku, że zawsze razem, że dla mnie i dla Nas...
Czas na wiosenne porządki w mojej głowie
Jutro Poznań
Całe życie lecę jak ćma do ognia, nie raz łapki poparzyłam a dalej pcham.
Może czas poigrać z prawdziwym ogniem?
Na przykład >tak<...